poniedziałek, 22 października 2012

2. Rozmowa

Następnego dnia. Luna rozglądała się za Draco, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Pożegnała się ze swoim tatą dość wcześnie.
 Nie wiadomo dlaczego dopiero teraz nad Luną zapanował  niepokój. A jeśli Draco kłamał i chciał jej coś zrobić, ale przecież nie zrobił by tego teraz, przy tylu światkach. Nie, to byłoby raczej niemożliwe, przecież w liście próbował być miły i zapewnił ją, że nic się jej nie stanie. Wyrzuciła tą myśl z głowy i ścisnęła list który teraz znajdował się jej w kieszeni. Musiała mieć jakiś dowód na to że chciał z nią porozmawiać. Co jak podejdzie do niego, a on będzie kazał jej się odpieprzyć?
Wtedy go ujrzała, szedł razem ze swoją matką która, ukryta była pod czarną peleryną. Wyglądał na zmęczonego. Pod jego oczami widniały cienie jakby miał za sobą kilka nie przespanych nocy.
"Luno." Odwróciła się za nią stała Ginny "Oh.. Witaj Ginny. Jak minęły wakacje?"
"Nie powiem że były najlepsze, ale najgorsze też nie były." Uśmiechnęła się do niej
"A twoje jak minęły?"
"Byłam z ojcem w podróży udało nam się znaleźć dużo śladów gnębiwytrysków." 
"O to miałaś przynajmniej co robić." przez chwile zapadła cisza. Luna obejrzała się, ale Draco zniknął  "Fajne okulary."
"Dziękuje, są dołączone do nowego numeru Żonglera. A właśnie.." wyjęła ze swojej torebki stosik gazet który wczoraj dostała od ojca. "Proszę." Wręczyła jej egzemplarz. "Dzięki."
"Pójdę je porozdawać." wstała.
"Witaj Luno" Neville wszedł do przedziału. "Witaj Neville. Żonglera?" podsunęła mu gazetkę pod nos.  "T-tak dzięki." Uśmiechnęła się do niego i wyszła.
Chodziła od przedziału, do przedziału i pytała czy ktoś by chciał żonglera. Kiedy doszła do wagonu gdzie zazwyczaj było pełno ślizgonów.
Zawahała się. Ale jednak weszła do pierwszego przedziału "Czy ktoś był by zainteresowany w Żonglera?" Wszyscy zaczęli się chichrać. Zignorowała to i wyszła z przedziału, poszła dalej gdy nagle ktoś złapał ją za rękę.
Odwróciła się. Za nią stał Draco Malfoy
"Hej..." Wyglądał na zakłopotanego. "Cześć." odpowiedziała krótko. "Dostałaś..." "Tak Draco dostałam" spoglądała na niego. Była zdziwiona, ale też lekko podenerwowana. "A więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać." Westchnął czule. "No więc ja... Dużo... W czasie wakacji...Myślałem dużo o...o... o tobie." Luna wpatrywała się w niego z zaciekawieniem. "Tak po prostu cały czas siedziałaś w mojej głowie i...i... i po prostu... sam już nie wiem"  Zrobiło jej się dziwnie ciepło na policzkach. Czyżby? Nie, to niemożliwe, ale nim dłużej się w niego wpatrywała tym bardziej sama czuła zakłopotanie. "Draco ja...ja." Czemu zaczynała się jąkać, czemu nagle nie chciała go zranić? "Muszę już iść." Odwróciła się, ale ten złapał ją za nadgarstek. Ale kiedy odwróciła się, on natychmiast ją puścił.
Kopnął w framugę pod oknem. "Ale ze mnie debil" szepnął. Wszedł z powrotem do przedziału. "Gdzie byłeś? " spytała Pansy Parkinson. "Nieważne." Nagle zrobiło się ciemno.
Draco wstał gwałtownie z miejsca. I wyciągnął różdżkę.  Ale kiedy to zrobił znowu zrobiło się jasno. "Draco siadaj to pewnie tylko pierwszoroczniacy."  "Mhm.." mruknął Draco. Coś wyczuwał, że to wcale nie byli pierwszoroczniacy, tylko że ktoś tu wszedł a, że tej osoby nie widać musi być niewidzialna. "Potter" mruknął.  "Nie wiem jak długo jeszcze pozostanę w tej szkole." Powiedział po pewnym czasie. "Jak to?" powiedział Gabe. "Jak dla mnie ta szkoła już jest skończona." "Dla mnie też, ale no wiesz teraz jak sam wiesz kto powrócił to może będzie lepiej." Zabini przyglądał się Draco. Pociąg stanął.
"Draco idziesz?" Mruknęła Pansy. "Tak, tak zaraz do was dołączę." Drzwi od przedziału zamknęły się z hukiem. "Potter, chyba wiesz, że nie ładnie podsłuchiwać." Wycelował różdżką w miejsce gdzie prawdopodobnie, Potter się znajduje. Huk. Potter spadł na ziemię, peleryna niewidka zsunęła się z niego. "No tak mamusia cię nie mogła nauczyć, bo była martwa zanim nauczyłeś się chodzić." Zakrył go peleryną i kopnął. "Miłej wycieczki z powrotem do Londynu, Potter." Wyszedł z przedziału gdy natknął się na Lunę. "Cz-Cześć Luna" znowu zaczął się jąkać. "Witaj, Draco. Wiem że nasza ostatnia rozmowa była troszkę dziwna ale..." Przerwała bo widziałam że ślizgon wciąż spogląda nerwowo w tył. "Czy coś jest nie tak?" Zmieszał się, nie wiedział czy powiedzieć jej prawdę czy skłamać. "No...Bo...Ja...Bo...Potter...No bo wlazł do przedziału, i..." opowiedział jej co zrobił. Był spięty, podenerwowany. Nie wiedział jaka będzie jej reakcja, ale od razu było widać, że wściekła się na niego. "Draco!" wykrzyczała, patrząc na niego spode łba. "Potter nie powinien podsłuchiwać." "A-a ty, nie powinieneś go od razu tak, traktować. I ona ma powody. Po tym co się stało, w czerwcu." Spojrzał na nią i mruknął. "Jest tam."
Luna wyminęła go. Miała już rękę na klamce. Gdy nagle Draco przysunął się do niej i szepnął "Przepraszam."
Ale kiedy Luna się odwróciła już go nie było. Założyła więc okulary i weszła do przedziału. Za pomocą okularów od razu zauważyła gdzie leży Harry. Wycelowała w to miejsce różdżką i mruknęła zaklęcie. Peleryna zsunęła się z niego. "Wszystko dobrze, Harry?" Spytała. "Luna...ale skąd..?" Wskazała na okulary. "Dzięki nim. Można przez nie zobaczyć gnębiwytryski. A ty masz ich pełno w swojej głowie."
"Ah.. Dziękuję, Luno."
"Nie ma za co." Odpowiedziała.
Pomogła mu wstać i razem wyszli z pociągu.


Kiedy doszli do wrót zamku. Znów ujrzała Dracona, kłócił się z kimś i chyba był to Filch. W tym czasie Harry miał wymowę zdań z profesorem Filtwick'iem. Ślizgon spojrzał się w jej stronę, ona uśmiechnęła się do niego, lecz ten ją zignorował. Krzyknął coś o twarzy Harry'ego, odwrócił się i poszedł dalej do zamku. "Coś ci się stało w nos."
"Co... a z nosem."
"Naprawie ci go." Harry spojrzał na nią z przerażeniem.
"Naprawiałaś kiedyś nosy?"
"Nie, ale naprawiałam palce." Mruknęła zaklęcie, celując różdżką w nos. "I jak?" Spytał z przerażeniem w glosie. "Jest dobrze, wygląda nawet lepiej niż przedtem." "To dobrze." W jego glosie było słychać nie dowierzanie.  "Lepiej chodźmy już do środka, na ucztę. " Powiedział po chwili. "Tak, to dobry pomysł  Mam nadzieję,że będzie budyń.

środa, 17 października 2012

1. List

Luna po raz ostatni zajrzała do swojej walizki.Tak chyba miała wszystko ubrania z kilka par butów, jej księgi na nadchodzący rok, kilka nowych piór, czyste pergaminy i list. List który przybył kilka dni temu był dla niej zaskoczeniem. Nie chodziło jej o to że ktoś przysłał niej list, nie to Luny by raczej nie zaskoczyło. Ale nadawca tego listu był dla krukonki wielkim zaskoczeniem. Wyjęła go z kieszonki gdzie chowała go już przez kilka dni. Jej tata nie mógł się dowiedzieć ani jego treści ani od kogo był. A był on od Dracona Malfoya. Luna przysłuchała się dokładnie czy nikt nie wchodzi po schodach. Lekko wsunęła rękę w dziurę którą stworzyła w walizce i wysunęła list. Wyjęła list z koperty i znów przeczytała już tak dobrze znaną jego treść.

Luno
Wiem że to dziwne że do ciebie napisałem ale od kilku dni my
Chciałbym z tobą porozmawiać,o jednej rzeczy która męczy mnie od
Po prostu chce z tobą porozmawiać na osobności. Bo
Spotkajmy się na peronie 9 i 3/4 1 września. Pewnie masz niepewności szczególnie po tym. Nic ci nie zrobię, tylko proszę porozmawiajmy.
Draco

Nie rozumiała co Draco mógłby od niej chcieć. Nie rozumiała nic z jego zachowania. Zawsze kiedy czytała ten list szukała jakiegoś szczegółu którego wcześniej nie zobaczyła ale zawsze z tekstu nie zrozumiała więcej niż kiedy po raz pierwszy go przeczytała. 
Że Draco chcę z nią porozmawiać.
 Ale co miał na myśli z tym przekreślonym "my". Jaka rzecz go tak męczy o której chce ze nią porozmawiać i czemu akurat ze nią. Wiedziała o co mu chodziło z tym "szczególnie po tym." Chodziło o to co się stało w departamencie tajemnic kilka miesięcy temu kiedy jego ojciec został złapany i skazany do Azkabanu.  A to skreślone "proszę" to typowy Draco. Jutro może dowiem się czego  od mnie chce. Pomyślała i włożyła pergamin z powrotem do koperty i umieściła ją s powrotem w kieszonce. 
Gdy nagle usłyszała kroki na schodach. "Luno!" głos je taty, jak zwykle lekko za chrypnięty i zmęczony zadźwięczał w jej uszach. "Luno, gdzie..." "w szafce nad zlewem tato."  Luna dobrze wiedziała o co jej tacie chodzi. Był czas na herbatę. Co piątek pili razem herbatę a że mieli tyle dzbanków w domu służących do łapania narglów lub innych stworzonek.  Że jej tata nigdy nie pamiętał do którego można nalać herbatę lub gdzie dany dzbanek się znajduje. "Dziękuje, Luno dobrze by było gdybyś już zeszła na dół wiesz że genębitryski lubią gdy ludzie są sami.". "Och tato ale ostatnio wygoniłam wszystkie gnębiwytryski, a jeśli nadal się martwisz to znaczy że już wróciły po prostu..." Ale jej ojciec już je nie słyszał zatkał dokładnie uszy i czekał aż Luna zejdzie na dół.
Wzdychnęła. Zamknęła walizkę i zeszła po okrągłych schodach na dół do dużego pokoju. W którym siedział jej ojciec z rękami na uszach. Luna podeszła do niego kiedy ten ją zobaczył opuścił ręce i zaczął się śmiać . "tato..." "Och Luno dobrze wiesz że gnębiwytryski nie lubią zapachu herbaty, a ty i tak przybiegłaś jakby się paliło" Luna popatrzyła na swojego tatę i w końcu też się uśmiechnęła. "Herbata już gotowa choć usiąść i zobaczyć co będzie dołączone do następnego numeru żonglera." Jej ojciec trzymał w ręku coś co przypominało okulary. Tylko że szkła były kolorowe a nie przezroczyste. Luna podeszła bliżej "Te okulary pozwalają widzieć niewidzialne stworzenia takie jak nargle lub gnębiwytryski." "Ale super, mogę je wypróbować" Luna wzięła od taty okulary i usiadła na fotelu na przeciwko niego. "Wow są fantastyczne".  Kiedy Luna założyła okulary wszystko było lekko za różowione. Spojrzała na swojego tatę "I co nigdzie ich niema ?" "Nie, raczej ich tu nie ma" Luna rozejrzała się po pokoju nigdzie nie mogła ich zobaczyć. Oddała swojemu tacie okulary "Ładnie ci w nich, możesz je ze sobą wziąć." Jej ojciec uśmiechnął się do niej pogodnie i wręczył je jej ponownie. "Dziękuje tato." Założyła je, wypiła herbatę i przejrzała nowy numer żonglera. "Jakby co to weź ze sobą kilka egzemplarzy, możesz je rozdać kolegą." mruknął. "Oh.. tak to wspaniały pomysł, Ginny ostatnią pytała kiedy będzie nowy numer na pewno się ucieszy." I biorąc mały  stosik gazet poszła na górę. "Niedługo obiad." Zdążył jeszcze krzyknąć Ksenofilius, ale Luna głową już była w Hogwarcie.

Wiem że pierwszy rozdział jest dość krótki ale nie chciałam was zanudzać. Bo jak widać w pierwszym rozdziale mało się dzieję. Mam nadzieje że się wam podobało. 
SwagOnFrugo :*

piątek, 21 września 2012

Prolog





„No i niby co miałem zrobić? ” Blondyn spojrzał na nią a ona  wlepiła w niego swoje duże niebieskie oczy, przez chwile zapadła cisza ale nagle ona złapała jego różdzczkę i wsadziła ją sobie za ucho.  „Postawić się” „Luno...” blondyn chciał je opowiedzieć znów tą samą historie że nie może mu się stawić, że on wtedy zginie, że jego rodzice zginą razem z nim. Jeśli nie wykona zadania... Ale ona uciszyła go przykładając swój palec do jego ust. „Draco to był twój wybór,nikt cię nie zmuszał by zostać śmierciożercą nikt, a nawet gdyby mógłbyś się postawić zanim przyjąłeś mroczny znak.” Blondyn nie wiedział co powiedzieć patrzył się na nią z otwartą buzią „Ty nie jesteś zły”  Draco zerwał się gwałtownie „A CO TY O MNIE WIESZ?!” Wydarł się na nią. Luna podskoczyła, przez co różdzczka blondyna wypadła jej za ucha. Wstała, wzięła  głęboki wdech i spokojnie od powiedziała „Wiem że cię kocham.” Zrobił krok w jej stronę.Ona chciała odsunąć się, ale on złapał ją za nadgarstek i przyciągnął ją do siebie.  Przestraszyła się kiedy jego usta dotknęły jej warg, ale szybko oddała się przyjemności pocałunku.
Kiedy ich usta się rozłączyły on puścił jej nadgarstek i szepnął jej do ucha „Też cię kocham, ale...” „To niczego nie zmienia, tak? „ kiwnął głową „To w takim razie nasza miłość nie ma sensu” Blondyn spojrzał na nią z lękiem w oczach. „Ale...” „ Draco,ty... ty jesteś śmierciożercą, a...a ja wybrałam stronę Harrego.” Luna odwróciła się do niego plecami chciała już odejść, ale on złapał ją za rękę. „Luno...” „To nie ma sensu draco” próbowała mu się wyrwać ale on tylko wzmocnił uścisk. „Luno, naprawdę... ja... naprawdę  nie chce...tego,ale... ale on mnie zabije jeśli w jakiś sposób nie zabije...”. To ostatnie słowo ledwo przeszło mu przez gardło. Krukonka uwolniła swoja dłoń i spojrzała na  ślizgona na jego policzku pojawiła się łza. „Wredne są te gnebiwtryski.” Wzdychnęła. „Co to są gnebiwtryski? ” „Nieważne.” I przyciągnęła go do siebie by znów móc go pocałować.   

czwartek, 23 sierpnia 2012

Witam :3

Mam na imię Paulina i bardzo Lubie HP więc postanowiłam założyć tego bloga :3
Kiedy oglądam lub czytam HP zawsze w głowie wymyślam różne shippy, ale własnie ten najbardziej utknął mi w głowie. Przeszukałam więc internet by znaleźć jakieś ff z nimi razem ale często były nie dokończone lub nie podobały mi się. I pomyślałam sobie czemu nie napisać czegoś samemu. Więc założyłam sobie tego oto  bloga i zaczęłam pisać...

Życzę wam miłej lektury :*

Paulina :3