Draco szedł przez zakazany las. Było to niebezpieczne ale był to jedyny sposób by zobaczyć się z ciotką. Jeśli ktokolwiek by się dowiedział o jego wyprawach, miałby niezłe kłopoty. Szedł tak przez kilka dobrych minut kiedy w końcu doszedł do małej polany. Jego ciotka już tam na niego czekała, szczerzyła swoje brudne zęby na jego widok.
-Witaj Draco.-
-Witaj ciotko.- Przywitał się zimno, bez uczuć nie przepadał za nią ale, właściwie nawet nie musiał. Podszedł bliżej.
-I jak tam twój plan siostrzeńcu? Głupiutka dziewucha dała się nabrać.- Na twarzy Draco pojawił się uśmieszek. -Ciociu, to było tak łatwe, jak odebranie dziecku cukierka.-
-Czyli twój plan się powodzi...Ale czy ona naprawdę wie tyle o Potterze i jest z nim na tyle blisko by nam pomóc.- Zapytała Bellatrix z za ciekawieniem.
-Tak ciociu jest...Ale ona sama chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Luna szła korytarzem gdy nagle, natknęła się na Hermione za którą dreptał jej kocur Krzywołap. -Ojeju ale ten twój kociak jest słodziutki Hermiono- zapiszczała Luna widząc go -uhh... Dzięki Luno-
Luna przykucnęła by móc go pogłaskać, gdy nagle przez przestrzeń przebił się głos.
-O kogo my tu mamy szlamę i pomyLune.- Luna obejrzała się, dobrze znała ten głos. Nie, nie tylko znała ten głos to był także głos chłopaka którego tak kochała. -Zamknij się Malfoy!- Ślizgon zaśmiał się głośno -Nie widzę żadnego powodu by tak uczynić, Granger.- Luna nic nie powiedziała, nadal kucając wpatrywała się w sytuację. -Ale ja taki widzę !- Widać było że Gryfonka zaczyna tracić nad sobą kontrole. Draco spojrzał na Lunę, która lekko drapała Krzywołapa za lewym uchem -Uważaj Granger bo pomyluna może sprawić że twój kot dostanie jakiejś choroby od jej wymyślonych stworzeń, chociaż jest już kotem szlamy więc chyba gorzej z nim być nie może.- Hermiona rzuciła w niego książką ale on zrobił unik.
Odwrócił się i poszedł.
Luna wstała, była wstrząśnięta. Nienawidziła tego że musieli udawać że się nie znoszą i że nie mogą ze sobą rozmawiać przy ludziach, w normalny sposób alb to że głupia Pansy Parkinson mogła go obściskiwać.-Nie przejmuj się, to tylko Malfoy- powiedziała Hermiona widząc w jakim jest stanie. Luna tylko przytaknęła. "Tak, tylko Malfoy" pomyślała.
Pod wieczór wyszła z wieży krukonów miała się z nim spotkać. Szła korytarzem nasłuchując czy nie słyszy żadnych kroków. Jeśli Filch lub pani Noris by ją nakryli, źle by się to dla niej skończyło.
Szła dalej do miejsca w którym się umówili. Draco stał i czekał tam na nią a kiedy ją ujrzał uśmiechnął się do niej ale ona nie potrafiła odwzajemnić uśmiechu. Patrzyła na niego z wyraźnym bólem i urazą.
Nic nie mogła na to poradzić uraził ją i jej przyjaciółkę Draco podszedł do niej chcąc ją przytulić, uszczęśliwić. Zrobić coś przez co ona nie będzie czuła już do niego urazy. -P...przepraszam...- wyjąkał. -Za co przepraszasz, za bycie dupkiem!- -Luno...Ja...Ja naprawdę... Musiałem coś powiedzieć...Luno jak myślisz co powiedziała by ta szl...- -Nawet nie waż się tak przymnie mówić, najlepiej jakbyś wo gule tak nie mówił" Draco przytaknął głową, nie chciał jeszcze bardziej jej rozzłościć. -Co by powiedziała Granger gdybym cię zignorował.- Luna zastanowiła się. -Była by zdziwiona.- - No widzisz.- Chciał ją przytulić -Weź przestań.Myślisz że tak łatwo ci wybaczę?- Nadal była wściekła -Wyzywasz mnie poniżasz i teraz...-
-Ciii...- Przyłożył swoją dłoń do jej ust. Chciała zachować się dziecinie. Ugryźć lub nawet polizać go w rękę Ale nagle usłyszała kroki. -Szybko, wchodź do środka.- Otworzył drzwi i wślizgnęli się do środka.
Znaleźli się w sali życzeń, tylko teraz wyglądała inaczej niż wtedy kiedy Luna ćwiczyła tu zaklęcia obronne w tamtym roku.
Na środku sali stał nakryty stolik, a ściana na wprost była tak samo zaczarowana jak sufit w wielkiej sali.
-Wow-wymsknęło się z jej ust. -Podoba się?- Luna tylko kiwnęła głową. -To takie małe przeprosiny, za to co się dzisiaj wydarzyło.- Draco złapał ją za dłoń i pociągnął w strone stolika. Odsunął jej krzesełko by mogła usiąść.
Nadal milczała.
Zajął miejsce naprzeciw jej i jednym ruchem różdżki sprawił że ze starego gramofonu rozległa się muzyka.
-O czym tak myślisz?-
-Nie wiem czy mam nadal się na ciebie złościć czy...czy po prostu ci wybaczyć?- Powiedziała spoglądając na niego. Wyglądał trochę na zmieszanego tym pytaniem, jakby nie spodziewał się że zostanie zadane.
-Byłbym szczęśliwszy, gdybyś mi wybaczyła. Nie lubię jak się na mnie złościsz, choć wyglądasz wtedy tak słodko.- Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
Luna zalała się rumieńcem
-Hmm...No nie wiem, chyba będę jeszcze trochę na ciebie zła. Skoro uważasz że wtedy wyglądam słodko.- Zaśmiała się.
-Czyli już się nie gniewasz ?- spojrzał na nią z lekkim nie dowierzaniem. -Może...Ale najpierw. Chciałabym się dowiedzieć co zaplanowałeś na dziś wieczór.- Spojrzała na niego pytająco.
-A jak myślisz?-
-No nie wiem... Jakaś kolacja czy coś ?-
-Tak, dokładnie to - Znów uśmiechnął się łobuzersko.-Czy coś...- zaczęła ale jej przerwał.
-Zjedzmy.-
Na jej talerzu pojawiło się jedzenie, a jeszcze przed chwilą pusty kufer napełnił się piwem kremowym. Zjedli w milczeniu
-No to było bardzo...smaczne-
-Tak, skrzaty domowe się postarały.-Wstał od stolika i podszedł do niej wyciągając rękę -Czy dasz mi ten zaszczyt i zechcesz zatańczyć ze mną.
- Hmm... No nie wiem.- zaśmiała się - Chyba posiedzę tutaj i popatrzę jak ty sobie tanc...- Ale Draco złapał już za jej dłoń i postawił ją na nogi.
-Zła odpowiedz panno Lovegood.- I po chwili kołysali się w rytm piosenki
-Luno ?- Luna czuła że zaraz powie jej coś ważnego.
-Tak Draco ?- slizgon złapał jej dłoń i złożył na nim lekki pocałunek
-Ufasz mi ?- Była zaskoczona tym pytaniem, myślała że powie lub zapyta się ją o coś zupełnie innego.
-Tak, ufam ci...- W jej głosie dało się usłyszeć wahanie, ale Draco był zbyt skupiony na czymś innym by je usłyszeć,w głowie słyszał tylko głos ciotki "Głupiutka dziewucha dała się nabrać" . Tak dała, ale nim dłużej z nią przebywał, tym bardziej się do niej przywiązywał. Może nawet zaczynała mu się trochę po...Nie musiał myśleć o dobrze swojej rodzinny. Musiał myśleć o zadaniu które mu przydzielono.
-Draco. Halo ziemia do Draco. Czy ty mnie w ogóle słyszysz ?- Draco wybudził się z zamyśleń.
-Tak...Tak Luno, co mówiłaś ?-
-Mówiłam, że robi się późno i że powinniśmy już wracać...- Muzyka natychmiast przestała grać, a przed nimi ukazały się mosiężne drzwi do holu.
-Ah, dobrze...- Wyślizgnęli się z komnaty, pocałowali się na pożegnanie i ruszyli do swoich domitorium. A za Draco podreptało poczucie winny....
Przepraszam za wszystkie błędy, nie mogłam znaleźć nikogo kto chciałby zrobić korektę, rozdział dodany został by wcześniej lecz nie chciałam go w takim stanie publikować. Nie mam nie stety innego wyjścia. Nie wiem też czy dodam następny rozdział na razie historia jest w zawieszeniu.