Luna po raz ostatni zajrzała do swojej walizki.Tak chyba miała wszystko ubrania z kilka par butów, jej księgi na nadchodzący rok, kilka nowych piór, czyste pergaminy i list. List który przybył kilka dni temu był dla niej zaskoczeniem. Nie chodziło jej o to że ktoś przysłał niej list, nie to Luny by raczej nie zaskoczyło. Ale nadawca tego listu był dla krukonki wielkim zaskoczeniem. Wyjęła go z kieszonki gdzie chowała go już przez kilka dni. Jej tata nie mógł się dowiedzieć ani jego treści ani od kogo był. A był on od Dracona Malfoya. Luna przysłuchała się dokładnie czy nikt nie wchodzi po schodach. Lekko wsunęła rękę w dziurę którą stworzyła w walizce i wysunęła list. Wyjęła list z koperty i znów przeczytała już tak dobrze znaną jego treść.
Luno
Wiem że to dziwne że do ciebie napisałem ale od kilku dni my
Chciałbym z tobą porozmawiać,o jednej rzeczy która męczy mnie od
Po prostu chce z tobą porozmawiać na osobności. Bo
Spotkajmy się na peronie 9 i 3/4 1 września. Pewnie masz niepewności szczególnie po tym. Nic ci nie zrobię, tylko proszę porozmawiajmy.
Draco
Nie rozumiała co Draco mógłby od niej chcieć. Nie rozumiała nic z jego zachowania. Zawsze kiedy czytała ten list szukała jakiegoś szczegółu którego wcześniej nie zobaczyła ale zawsze z tekstu nie zrozumiała więcej niż kiedy po raz pierwszy go przeczytała.
Że Draco chcę z nią porozmawiać.
Ale co miał na myśli z tym przekreślonym "my". Jaka rzecz go tak męczy o której chce ze nią porozmawiać i czemu akurat ze nią. Wiedziała o co mu chodziło z tym "szczególnie po tym." Chodziło o to co się stało w departamencie tajemnic kilka miesięcy temu kiedy jego ojciec został złapany i skazany do Azkabanu. A to skreślone "proszę" to typowy Draco. Jutro może dowiem się czego od mnie chce. Pomyślała i włożyła pergamin z powrotem do koperty i umieściła ją s powrotem w kieszonce.
Gdy nagle usłyszała kroki na schodach. "Luno!" głos je taty, jak zwykle lekko za chrypnięty i zmęczony zadźwięczał w jej uszach. "Luno, gdzie..." "w szafce nad zlewem tato." Luna dobrze wiedziała o co jej tacie chodzi. Był czas na herbatę. Co piątek pili razem herbatę a że mieli tyle dzbanków w domu służących do łapania narglów lub innych stworzonek. Że jej tata nigdy nie pamiętał do którego można nalać herbatę lub gdzie dany dzbanek się znajduje. "Dziękuje, Luno dobrze by było gdybyś już zeszła na dół wiesz że genębitryski lubią gdy ludzie są sami.". "Och tato ale ostatnio wygoniłam wszystkie gnębiwytryski, a jeśli nadal się martwisz to znaczy że już wróciły po prostu..." Ale jej ojciec już je nie słyszał zatkał dokładnie uszy i czekał aż Luna zejdzie na dół.
Wzdychnęła. Zamknęła walizkę i zeszła po okrągłych schodach na dół do dużego pokoju. W którym siedział jej ojciec z rękami na uszach. Luna podeszła do niego kiedy ten ją zobaczył opuścił ręce i zaczął się śmiać . "tato..." "Och Luno dobrze wiesz że gnębiwytryski nie lubią zapachu herbaty, a ty i tak przybiegłaś jakby się paliło" Luna popatrzyła na swojego tatę i w końcu też się uśmiechnęła. "Herbata już gotowa choć usiąść i zobaczyć co będzie dołączone do następnego numeru żonglera." Jej ojciec trzymał w ręku coś co przypominało okulary. Tylko że szkła były kolorowe a nie przezroczyste. Luna podeszła bliżej "Te okulary pozwalają widzieć niewidzialne stworzenia takie jak nargle lub gnębiwytryski." "Ale super, mogę je wypróbować" Luna wzięła od taty okulary i usiadła na fotelu na przeciwko niego. "Wow są fantastyczne". Kiedy Luna założyła okulary wszystko było lekko za różowione. Spojrzała na swojego tatę "I co nigdzie ich niema ?" "Nie, raczej ich tu nie ma" Luna rozejrzała się po pokoju nigdzie nie mogła ich zobaczyć. Oddała swojemu tacie okulary "Ładnie ci w nich, możesz je ze sobą wziąć." Jej ojciec uśmiechnął się do niej pogodnie i wręczył je jej ponownie. "Dziękuje tato." Założyła je, wypiła herbatę i przejrzała nowy numer żonglera. "Jakby co to weź ze sobą kilka egzemplarzy, możesz je rozdać kolegą." mruknął. "Oh.. tak to wspaniały pomysł, Ginny ostatnią pytała kiedy będzie nowy numer na pewno się ucieszy." I biorąc mały stosik gazet poszła na górę. "Niedługo obiad." Zdążył jeszcze krzyknąć Ksenofilius, ale Luna głową już była w Hogwarcie.
Wiem że pierwszy rozdział jest dość krótki ale nie chciałam was zanudzać. Bo jak widać w pierwszym rozdziale mało się dzieję. Mam nadzieje że się wam podobało.
SwagOnFrugo :*
Że Draco chcę z nią porozmawiać.
Ale co miał na myśli z tym przekreślonym "my". Jaka rzecz go tak męczy o której chce ze nią porozmawiać i czemu akurat ze nią. Wiedziała o co mu chodziło z tym "szczególnie po tym." Chodziło o to co się stało w departamencie tajemnic kilka miesięcy temu kiedy jego ojciec został złapany i skazany do Azkabanu. A to skreślone "proszę" to typowy Draco. Jutro może dowiem się czego od mnie chce. Pomyślała i włożyła pergamin z powrotem do koperty i umieściła ją s powrotem w kieszonce.
Gdy nagle usłyszała kroki na schodach. "Luno!" głos je taty, jak zwykle lekko za chrypnięty i zmęczony zadźwięczał w jej uszach. "Luno, gdzie..." "w szafce nad zlewem tato." Luna dobrze wiedziała o co jej tacie chodzi. Był czas na herbatę. Co piątek pili razem herbatę a że mieli tyle dzbanków w domu służących do łapania narglów lub innych stworzonek. Że jej tata nigdy nie pamiętał do którego można nalać herbatę lub gdzie dany dzbanek się znajduje. "Dziękuje, Luno dobrze by było gdybyś już zeszła na dół wiesz że genębitryski lubią gdy ludzie są sami.". "Och tato ale ostatnio wygoniłam wszystkie gnębiwytryski, a jeśli nadal się martwisz to znaczy że już wróciły po prostu..." Ale jej ojciec już je nie słyszał zatkał dokładnie uszy i czekał aż Luna zejdzie na dół.
Wzdychnęła. Zamknęła walizkę i zeszła po okrągłych schodach na dół do dużego pokoju. W którym siedział jej ojciec z rękami na uszach. Luna podeszła do niego kiedy ten ją zobaczył opuścił ręce i zaczął się śmiać . "tato..." "Och Luno dobrze wiesz że gnębiwytryski nie lubią zapachu herbaty, a ty i tak przybiegłaś jakby się paliło" Luna popatrzyła na swojego tatę i w końcu też się uśmiechnęła. "Herbata już gotowa choć usiąść i zobaczyć co będzie dołączone do następnego numeru żonglera." Jej ojciec trzymał w ręku coś co przypominało okulary. Tylko że szkła były kolorowe a nie przezroczyste. Luna podeszła bliżej "Te okulary pozwalają widzieć niewidzialne stworzenia takie jak nargle lub gnębiwytryski." "Ale super, mogę je wypróbować" Luna wzięła od taty okulary i usiadła na fotelu na przeciwko niego. "Wow są fantastyczne". Kiedy Luna założyła okulary wszystko było lekko za różowione. Spojrzała na swojego tatę "I co nigdzie ich niema ?" "Nie, raczej ich tu nie ma" Luna rozejrzała się po pokoju nigdzie nie mogła ich zobaczyć. Oddała swojemu tacie okulary "Ładnie ci w nich, możesz je ze sobą wziąć." Jej ojciec uśmiechnął się do niej pogodnie i wręczył je jej ponownie. "Dziękuje tato." Założyła je, wypiła herbatę i przejrzała nowy numer żonglera. "Jakby co to weź ze sobą kilka egzemplarzy, możesz je rozdać kolegą." mruknął. "Oh.. tak to wspaniały pomysł, Ginny ostatnią pytała kiedy będzie nowy numer na pewno się ucieszy." I biorąc mały stosik gazet poszła na górę. "Niedługo obiad." Zdążył jeszcze krzyknąć Ksenofilius, ale Luna głową już była w Hogwarcie.
Wiem że pierwszy rozdział jest dość krótki ale nie chciałam was zanudzać. Bo jak widać w pierwszym rozdziale mało się dzieję. Mam nadzieje że się wam podobało.
SwagOnFrugo :*
Z niecierpliwością czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńTo jest świetne! Lecę czytać dalej.:)
OdpowiedzUsuń